Kartoteka

Ostnio dopisane

Wasze szepty

Klucz


« Nowy wymiar Sądu Ostatecznego | Strona główna

Odcinek

Autor: Cudo | 15/09/2008

To napisał kilka lat temu mój najlepszy kumpel. Pomyślałem, że pasuje ten tekst tutaj.

Odcinek, to część prostej, zawarty pomiędzy dwoma punktami znajdującymi się na tej prostej i tym samym, posiadający początek i koniec. Prosta natomiast to zbiór punktów ją tworzący, nie posiadający jednak ani początku ani końca. A jeśli półprosta rozpoczyna się w pewnym punkcie i ciągnie w nieskończoność – jest prostą czy odcinkiem? A raczej: jest skończona czy nie? Ze wstępnej analizy nie pasuje ona do żadnej z dwóch wymienionych grup. Nie może być odcinkiem, bo nie posiada dwóch końców. Ale nie może być też prostą mając aż jeden początek. Co więcej – rozważana półprosta nie posiada zwrotu a jedynie kierunek, wiec jej początek może jednocześnie być jej końcem. Czy mimo, jeśli ciągnie się w nieskończoność, może być uznana za nieskończoną, będąc z jednej strony ograniczoną? Jeśli posiada koniec, to w każdym punkcie prostej możemy stwierdzić jaka odległość jest do jej początku. Można, więc teoretycznie zmierzyć ją w każdym punkcie – nie kończy się, ale w każdym punkcie jest mierzalna.
Analogicznie. Czy możliwe jest uzyskanie przez nas życia wiecznego po śmierci? Czy życie wieczne można w ogóle rozpocząć? Wszystko leży chyba w definicji wieczności. Jeśli uznamy, że życie wieczne można otrzymać, znaczy to, że posiada ono początek. Ale wówczas możemy w każdym momencie stwierdzić, ile już trwa. Bo jeśli jest początek to i jest pojęcie czasu. Może nie bezwzględnego, ale przynajmniej względnego – cos dzieje się przed czymś a inne dzieje się po innym. Ale czy można wówczas mówić o wieczności? Idąc tym tropem i Bóg kiedyś został stworzony. I możemy teoretycznie powiedzieć kiedy. A wówczas już nie możemy sobie pozwolić na taką interpretację wieczności, gdyż burzy to nas obraz świata i Boga.
Jaka więc wieczność? Wieczność, „prawdziwa”, nie posiadająca początku i końca? Nie znająca pojęcia czasu. Trwająca? Nie. Nie trwająca, gdyż wieczność to nie niewyobrażalna ilość czasu, ale jego brak. Brak początku i końca. Taka wieczność jest wiecznością, której świadectwem jest Bóg. Czy więc człowiek i jego ziemska postać jest również elementem ciągłości, która „trwa” nieprzerwanie. Życie wieczne człowieka było i będzie, a jego ziemski wymiar jest tylko elementem tej ciągłości. Ale co to znaczy? Człowiek był zawsze?? Zawsze? Równy Bogu? Niezniszczalny? Wracając nawet do poprzedniej tezy o wieczności – jeśli człowiek otrzymuje życie wieczne znaczy to że też staje się nieunicestwialny. Ale jeśli zostało się stworzonym, to czy można być niezniszczalnym?
Albo, więc, Bóg jest skończony (a raczej rozpoczęty), albo jesteśmy jemu równi. Żadne z rozwiązań nie jest możliwe… Czy jest więc Bóg jakiego sobie wyobrażamy?

Jakie znaczenie ma przyjście Jezusa na ziemie jako człowieka?

Jest to punkt zwrotny w dziejach ludzkości. Poświęcenie własnego życia za grzechy wszystkich ludzi.

Tylko dlaczego akurat wtedy? Nie pytam o wymiar polityczno-religijny. O to czy sytuacja tego wymagała. O to czy sprawy przybrały taki obrót, że nie było wyjścia. Takie decyzje można podejmować w związku z najazdem na agresywne państwo lub karząc dziecko za jego złą postawę. Wówczas dochodzi do pewnej analizy sytuacji. Zastanawiamy się czy niezbędna jest jakaś interwencja. A jeśli tak, to jaka i jaki moment jest najlepszy na podjecie działania.

Stawiam raczej pytanie filozoficzne.
Dlaczego Jezus przychodzi na Ziemie w tym konkretnym czasie? Dlaczego nie wraz ze stworzeniem człowieka lub na Sądzie Ostatecznym?
I znów - dlaczego w ogóle?

Dlaczego to jest istotne? Bo ludzie sprzed narodzin Jezusa są innymi ludźmi od żyjących po jego przyjściu.

Nie będę próbował dociekać, na czym polega różnica - wystarczy fakt wagi wydarzenia jakim było narodzenie, życie, a tak naprawdę śmierć Jezusa na krzyżu.
Przyjście syna bożego odmieniło świat. Miało odmienić. Poprzez swoją śmierć i mękę odkupił grzechy ludzkie. Ale co wobec tego z ludźmi żyjącymi wcześniej? Czy nie będą zbawiani. Nie dostąpią życia wiecznego? Co się zmieniło? A jeśli będą zbawieni. Jeśli zarówno jedni jak i drudzy będą żyli wiecznie. Jeśli wszystkim winy zostaną odkupione, wybaczone. To jakie znaczenie miała śmierć Jezusa? Co odkupił i dlaczego teraz a nie 1000 lat wcześniej lub później? Jeśli jest to taki przełomowy moment, to miedzy czym, a czym. Miedzy jakim stanem, a jakim? A jeśli jest różnica pomiędzy ludźmi sprzed naszej ery, a tymi z naszej, to czy tych nieodkupionych można winić za późne przyjście Jezusa.

No dobrze, Jezus odkupił wszystkie grzechy. Ludzi jako ludzkość. Teraźniejsze, przeszłe i przyszłe. Dlaczego więc teraz i po co w ogóle? Skoro tym sprzed jego obecności zostały odkupione. Skoro tym po jego śmierci tez. Po co teraz i po co w ogóle?

Jaki jest sens wystawiania człowieka na próbę?
Mówi się, że człowiek doświadczając cierpień wystawiany jest przez boga na próbę, że człowiek otrzymał łaskę wolnej woli i od niego zależy, w jaką stronę pójdzie. Czy podąży za słowem bożym, czy mu się sprzeciwi. Czy swoim życiem zasłuży na przychylność Boga w dalszej drodze, czy zostanie potępiony.
Próbuje sobie wyobrazić sytuację, w której kupuje sobie wieszak na telewizor plazmowy. Na instrukcji jest napisane, że maksymalne obciążenie wynosi 20kg. Montuję go na ścianie i wieszam telewizor 60 calowy (120kg) celem sprawdzenia, czy się utrzyma. Spada. Albo odwrotnie: kupuje wieszak na 120 kg i zakładam na niego 20-kilową 32-kę LCD. Nie spada. Albo maluje ogrodzenie na biało i sprawdzam czy jest zielone. Jeśli wiem, że cos jest takie, jakie jest (20 kilowy wieszak nie utrzyma tony, a biały plot nie jest zielony), to nie sprawdzam, czy jest inne.
Bóg w swojej nieskończoności jest zapewne nawet bardziej doinformowany na temat produktu, jakim jest człowiek. Po pierwsze dlatego ze jest jego pomysłodawcą i producentem. Po drugie, że jest twórcą każdej substancji i każdego elementu, który go tworzy. A po trzecie, bo jest początkiem i końcem wszystkiego. Alfa i omega. Skoro więc wie, to o co chodzi ze sprawdzaniem? Jaki sens ma po raz 100 oglądanie znanego nam juz filmu, kiedy wiemy, co się stanie, bo przecież tak można określić wiedzę Boga o naszych poczynaniach tylko razy milion. Bóg zna film, jakim jest nasze życie i dzieje ludzkości, wstecz i w przód, tak dobrze, że może go recytować od tylu. Po co oglądać film, który ze względu na taką jego znajomość nie budzi juz w nas emocji (jeśli o emocjach w przypadku Boga można mówić).

Co więcej, jaki sens ma w ogóle tworzenie człowieka? Tworzenie czegokolwiek. Tworzenie nigdy nie ma sensu samo dla siebie.
Kiedy ubijamy i panierujemy kotleta, to nie po to, aby cieszył się on samym sobą dopóki nie zostanie zjedzony. Robimy to żeby się nasycić.
Kiedy Kochanowski pisze treny, to nie po to, żeby podobały się one sobie, a kiedy Leonardo maluje Mone Lise to nie dlatego, żeby oglądała swój uśmiech w lustrze.
Człowiek ma skłonność (albo jedyna możliwość) do myślenia o sobie jako o centrum świata. Jako o celu wszelkiego istnienia. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że nawet Bóg wg człowieka został dla człowieka stworzony. Tym samy Bóg jest przez człowieka personifikowany. Nadaje się mu rożne ludzkie cechy, o których zupełnie nic nie wiadomo, albo do stworzonego przez człowieka wizerunku Boga nie pasują. Określa się Boga jako początek i koniec, a jednocześnie imputuje mu konieczność przeprowadzania sprawdzianów. Jest wszechmogący, a poddaje człowieka (którego sam stworzył!) próbie. Jest wszechmogący, a w ogóle tworzy człowieka? Po co? Dla człowieka? Bo przecież nie dla siebie… No to jak? Bóg tworzy byt, którego niema, dla niego samego? W całym myśleniu świadomie odchodzę od pytania o sens wystawiania człowieka na próbę i jego “wolnej woli”, a pozostaje przy pytaniu o sens stworzenia człowieka (czegokolwiek) w ogóle. Tak więc Bóg tworzy nas dla nas (jesteśmy przecież ważniejsi od Boga). Ale gdyby nas nie stworzył, to nie miałby zobowiązania. Zastanawiam się więc co jest pierwsze? Zobowiązanie wobec jeszcze niestworzonej rzeczy, czy rzecz wobec której pojawia się chęć twórcza jej stworzenia. Człowiek jest tak wspaniałą istotą że nawet kiedy go jeszcze nie ma, to istnieje zobowiązanie, pragnienie, miłość do niego…
A może człowiek był zawsze? Zawsze? Równy Bogu? ***

Tropy: Puls |

2 Odpowiedzi do “Odcinek”

  1. Arissa mówi:
    18/09/2008 godzina 14:03

    ech….człowiek równy Bogu? nie wydaje mi sie…. ale? może…..

  2. Ślad człowieka « Pryzmat mówi:
    07/10/2008 godzina 19:42

    [...] październik 7, 2008 Ślad człowieka Posted by orchideaa under Uncategorized   Tekst napisałam fantazjując w oparciu o wpis na stronce: Ślad człowieka pt: Odcinek [...]

Komentarze